Moja organizacja pracy w domu

Zdalnie z domu pracuję już ponad 5 lat, w tym ponad 2,5 roku także jako wirtualna asystentka. Jak wygląda moja codzienna organizacja pracy w domu? Co robię, a czego nie robię, by moja praca była efektywna i nie zajmowała mi całego dnia, dowiesz się z dalszej części tego artykułu.

Moja organizacja pracy w domu

wyznaczone godziny pracy i przerwy

Mimo, iż moją pracę mogłabym wykonywać kiedy chcę, staram się oddzielić pracę od domu. Dla swojego lepszego samopoczucia i pewnej dyscypliny staram się pracować w określonych godzinach – rano i wczesnym popołudniem, tak by o 15-16 skończyć pracę i później mieć czas dla siebie i rodziny. W tych godzinach jestem sama w domu i mogę w ciszy i skupieniu efektywniej pracować. Nie lubię rozwlekać swojego dnia pracy do granic możliwości. Zdarza mi się siadać popołudniami lub wieczorami do pracy, ale są to wyjątki a nie reguła.

Cenię sobie jednak elastyczność godzin pracy, bo gdy tego potrzebuję mogę zrobić sobie wolne w ciągu dnia na załatwienie ważnych spraw.

Staram się, by praca przeplatała się z choćby krótkimi przerwami, by nie siedzieć non stop przez kilka godzin przez komputerem. Z reguły jest to rytm 2 godzin pracy z króciutkimi przerwami pomiędzy każdymi pełnymi 30 minutami i dłuższą przerwą (do 30 minut) po każdym 2-godzinnym bloku pracy. Czyli taka nieco zmodyfikowana metoda „pomodoro”.

 

praca a obowiązki domowe

Kiedy pracuję, to pracuję, a nie zajmuję się domem. Mimo iż jest to praca zdalna z domu i teoretycznie mogłabym w tym czasie zajmować się domem. Owszem zdarza mi się wstawić, wieszać czy chować pranie, załadowanie lub rozpakowanie zmywarki, ogarnięcie kuchni lub mieszkania. Ale robię to w przerwach w pracy, głównie po to, żeby nie siedzieć ciurkiem przed komputerem – resztę zostawiam na czas wolny od pracy.

 

praca a dziecko w domu

Mój syn jest już dość duży – aktualnie (październik 2018) jest w drugiej klasie szkoły podstawowej – spędza więc część dnia poza domem (lekcje plus świetlica, gdzie lubi przebywać). Ale zdarza się, że choruje lub ma wolne – a tych dni wolnych jest całkiem sporo w ciągu roku szkolnego, w tym 2 miesiące wakacji.

Kiedy zatem jest w szkole – pracuję, tutaj nie ma przebacz, skupiam się wyłącznie na pracy.

W dni kiedy syn jest w domu – także pracuję, ale robię tylko plan minimum. Maksymalnie ograniczam swoją listę zadań – jeśli tylko nie muszę czegoś zrobić teraz i natychmiast, to tego nie robię. Zrobię to w innym możliwym terminie. Choć mam już dość spore dziecko (8 lat), to jednak nadal domaga się ono mojej uwagi. Wolę więc zrobić mniej niż pracować ze smęcącym i marudzącym dzieckiem, które co i rusz czegoś ode mnie chce. Ani ja nie jestem wtedy produktywna, ani ono zadowolone z mojej szczątkowej uwagi.

Zaczynam więc pracę wcześniej, kiedy jeszcze śpi, korzystam z jego umiejętności samodzielnej zabawy (choć czasami mam później nieco więcej sprzątania), zapisuję na półkolonie, wykorzystuję zdobycze techniki w postaci programu telewizyjnego, YouTube’a itp.

 

lista zadań

Staram się zaczynać każdy dzień pracy z przygotowaną wcześniej listą zadań. To pozwala mi skupić się na wykonywaniu tychże zadań, a nie zastanawianiu się, co by tu jeszcze zrobić. Z reguły pracuję w oparciu o tygodniową i dzienną listę zadań.

 

miejsce pracy

Nie pracuję z łóżka, jak i różnych dziwnych miejsc w domu, jak kanapa czy kuchnia. No dobra, zdarza mi się czasem odbyć rozmowę przez Skype w pokoju dziennym, ale tylko z uwagi na to, że mam tam mocniejszy internet (a ciągle jeszcze nie kupiłam wzmacniacza sygnału do swojego domowego biura – tak, ja też mam zadania do zrobienia, które ciągle odwlekam w czasie ;))

W sypialni mam wydzielone miejsce na moje domowe biuropokazywałam je już nieraz na blogu. Dzięki wyznaczonemu miejscu nie mam dodatkowych rozpraszaczy w postaci załadowanego zlewu, brudnej kuchni, telewizora na wyciągniecie ręki. Siedząc przy biurku przełączam się na tryb „praca”. Miejsce mojej pracy jest na tyle odseparowane od części sypialnianej, że leżąc w łóżku nie widzę biurka, co jest istotne dla mojego komfortu snu i odpoczynku od pracy, by mentalnie nie „siedzieć” cały czas w pracy.

Na moim biurku panuje względny porządek. Bez przesady w żadną stroną. To znaczy: muszą z niego zniknąć puste kubki i talerzyki, wielki stos dokumentów ograniczający widoczność. Ale z drugiej strony nie mam tak, że siądę do pracy tylko wówczas jeśli w promieniu 2 metrów od biurka usunę każdą drobinkę kurzu.

 

wygląd na co dzień

Mimo że pracuję  w domu, staram się by na co dzień wyglądać schludnie.

Jestem osobą, którą w domu dżinsy zaczynają uwierać i zaraz po przekroczeniu progu mieszkania muszę je ściągnąć i przebrać się w coś wygodnego. U mnie są to dresy (latem często spódnica dresowa) oraz bawełniane koszulki. Ale nie są to stare, wyciągnięte czy dziurawe dresy, które nadają się tylko do sprzątania podczas remontu – tylko rzeczy, w których spokojnie jestem w stanie otworzyć drzwi kurierowi, wyjść na zakupy czy odprowadzić dziecko do szkoły. I bardzo często tak właśnie robię. Wygoda ponad wszystko. Kwestia znalezienia odpowiednich dresów 😉

Nigdy nie pracowałam w piżamie – nawet po domu rzadko kiedy chodzę w piżamie. Chyba że jestem chora, ale wtedy nie pracuję. W naszym domu to ja odprowadzam rano dziecko do szkoły (a wcześniej do przedszkola) – więc siłą rzeczy muszę rano wyskoczyć z piżamy i nieco się ogarnąć.

Na co dzień maluję się bardzo delikatnie – krem koloryzujący, korektor pod oczy, sypki puder, tusz do rzęs, czasami róż i bronzer. Choć zdarzają się dni, kiedy nie chce mi się malować, ale jest to raczej rzadkie.

 

Czy brakuje mi czegoś przy zdalnej pracy z domu?

Czasami, gdy przeglądam instagram czy inne internety i widzę te pyszności w pudełkach bento, to żałuję, że ich na co dzień nie przygotowuję. Choć z drugiej strony jednak, czy coś stoi mi na przeszkodzie, by od czasu do czasu nie zaszaleć z takim pudełkiem 😉