Sztuka porządkowania

Do książki podchodziłam trochę jak pies do jeża, bo pamiętałam, że poprzednia książka Loreau Sztuka sprzątania nie podeszła mi tak do końca. Ale już wiem dlaczego tak się stało – czytałam je w niewłaściwej kolejności – Sztuka sprzątania jest dedykowana codziennym porządkom (typu ścieranie kurzu, odkurzanie czy domowe środki czystości itp.), czyli etapowi następującemu już po pozbyciu się zbędnych rzeczy (Sztuka minimalizmu) i ich uporządkowaniu/zorganizowaniu (Sztuka porządkowania).

sztuka porządkowania - czarnaowca

Książka bardzo mi się podobała. Wreszcie jest ktoś, kto myśli podobnie do mnie. Magia sprzątania nie przypadła mi do gustu – być może ze względu na pokręconą osobowość autorki (te wszystkie rytuały, pożegnania i pewna niespójność były dla mnie na nie) – mimo iż sama uważam się za organizacyjnego freaka ;). Tutaj, mimo iż autorka prezentuje podobny styl porządkowania do Marie Kondo (czyli pozostawienie rzeczy, które są niezbędne i dostarczają przyjemności w kontakcie z nimi), jest całkiem inaczej. Być może ma na to wpływ fakt, iż Dominique Loreau jest Francuzką, a więc osobą z naszego kręgu kulturowego, która od prawie 30 lat mieszka w Japonii i przyjęła styl życia nowej ojczyzny. Nie ma tutaj miejsca na infantylizm Marie Kondo.

Książka poświęcona jest porządkowaniu, które dla mnie rozumiane jest jako organizacja rzeczy, ich właściwe uporządkowanie i poukładanie. Autorka nie skupia się jedynie na pozbyciu się zbędnych rzeczy (tutaj poleca swoją Sztukę minimalizmu) – choć jest rozdział dedykowany tylko segregowaniu, gdzie podaje metody dotyczące przygotowania się do segregowania oraz swoje wskazówki. Wiele miejsca poświęcone jest różnym sposobom i metodom porządkowania, czyli jak mówi podtytuł – lepszemu życiu w zorganizowanej przestrzeni.

W książce niemało jest o różnych sposobach na przechowywanie z przykładami dla każdego z pomieszczeń. Dużo wskazówek dotyczących jak wybrać odpowiednie pojemniki oraz jak je wykorzystać w praktyce. Królują oczywiście moje ukochane skrzynki, pudła i pudełka. Ale oprócz pudeł także szuflady, wieszaki ścienne, haczyki, relingi, półki, regały, oraz szafy.

Jedyne czego mi tu brakuje, to przykładowych zdjęć ich wykorzystania (napisanie takiego poradnika ze zdjęciami to moje ciche marzenie) – jest kilka rysunków, ale zdjęcie to jednak zdjęcie.

Najbardziej w książce ujęło mnie przyzwolenie na metodę prób i błędów dla organizacji przestrzeni – czyli doskonałość nie przychodzi od razu. To, co intuicyjnie robię już od dawna – wypróbowuję pewien sposób na organizację, po jakimś czasie go sprawdzam i jeśli coś nie gra – poprawiam i dopasowuję dalej. Pozwalam sobie na błędy, by wypracować system dla mnie idealny.

Znalezienie idealnego systemu porządkowania nie przychodzi z dnia na dzień. Dochodzimy do niego stopniowo, etapami, drogą eksperymentowania, kierując się zarówno okolicznościami, poprawą sytuacji finansowej, jak i przypływem inspiracji

No i to, czego mi brakowało w Marii Kondo – generalne porządki nie oznaczają, ze już nigdy nie będziesz sprzątać i w domu nigdy nie będzie nic do zrobienia. Codzienne odkładanie rzeczy na swoje miejsce są niezbędne, by nie wrócił bałagan. A to już kwestia nawyków – wiemy dokładnie, co, gdzie i jak uporządkować – życie staje się prostsze. Ale o tym już pisałam w tym poście.

Zdecydowanie polecam dla wszystkich maniaków organizowania i porządkowania.

2017-05-24T18:09:47+00:0017 października 2015|Kategorie: książki|Tagi: , |