Mój dzień godzina po godzinie – 2017

Postanowiłam dołączyć się do akcji organizowanej przez Kasie  z worQshopAntilight i pokazać Wam na zdjęciach mój typowy dzień. Mój dzień uwieczniłam na zdjęciach 10 maja. Ostatnio mój dzień godzina po godzinie opisywałam w 2015 – trochę się od tego czasu zmieniło. Jesteś ciekawa, jak wygląda taki spokojny dzień – czytaj dalej.

5:30

Pobudka i sesja porannej jogi (a w zasadzie jogowego rozciągania się) z Natalią z simplife.pl. Wstaję po 5 rano i mam prawie dwie godziny tylko dla siebie. Bardzo to lubię – daje mi to możliwość skupienia się na ważnych dla mnie rzeczach i spokojne rozpoczęcie dnia.

6:30

Kolejny etap mojego „miracle morning” czyli 15 minut z rozwojową książką. Tym razem to „Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem da kobiet” Oli Budzyńskiej.

7:30

W drodze do przedszkola. Mam nadzieję, że już wkrótce jazdę autem zastąpię porannym spacerem lub przejażdżką rowerową. Na razie pogoda nie rozpieszcza a ja nie przepadam za marznięciem.

8:30

Pierwsza część mojego dnia pracy, czyli praca dla Eweliny Muc jako jej wirtualna asystentka. Z Eweliną współpracujemy już 15 miesięcy i bardzo wiele nauczyłam się od niej przez ten czas, zwłaszcza jeśli chodzi o WordPressa, ale nie tylko.

9:30

Co mniej więcej godzinę staram się odejść od biurka na kilka chwil i poruszać odrobinę zastane kości. Tym razem padło na rozładowanie zmywarki. Czasami jest to wstawienie pranie, rozwieszenie, zebranie z suszarki suchych ubrań, szybkie ogarnięcie domu, wyskoczenie do sklepu po brakujący składnik obiadu czy przygotowanie obiadu. Nie trwa to dłużej jednak niż 5-10 minut.

10:30

Czas na przerwę śniadaniową. Dzisiaj domowy hummus – uwielbiam.

11:30 i 12:30

Cały czas trwa moja praca dla Eweliny, ale w sumie to mało fotogeniczne, gdybym Wam pokazała, jak przygotowuję wpisy, robię poprawki na jednej z jej stron, przygotowuję newsletter, webinar czy wrzucam napisy na filmy na YouTubie.

13:30

Mniej więcej od 13 zaczynam pracę dla Ariadny Wiczling. Także jestem jej wirtualną asystentką, ale w mniejszym wymiarze czasu niż dla Eweliny. Również i w tym przypadku bardzo dużo się od niej uczę, zwłaszcza jeśli chodzi o kursy online.

14:30

Przygotowanie obiadu. Praca z domu pozwala mi na spokojne przygotowanie obiadu, w tym dań nieco czasochłonnych, jak dzisiejsze gołąbki bez zawijania.

15:30

W drodze do przedszkola. Wykorzystałam brak deszczu, by przejść się piechotą.

16:30

Już w domu – zimny wiatr i niezbyt sprzyjająca aura wygoniła nas z placu zabaw. Obiad się wykańcza, czas zatem na pracę nad swoim blogiem. Pracuję właśnie nad zmianami na stronie. Będzie nowy szablon i odświeżony wygląd – powoli się do tego przygotowuję, bo jak zwykle będę robić to sama. Taka już ze mnie Zosia Samosia. Ale na dobrą sprawę – lubię to robić i całkiem sporo się nauczyłam podczas pracy jako wirtualna asystentka.

17:30

Obiad i chwila odpoczynku przy programach kulinarnych lub wnętrzarskich. W zasadzie nic innego nie oglądam w telewizji.

18:30

Pracy ciąg dalszy. Robię też poprawki na już istniejącym blogu – porządkuję między innymi wpisy, zdjęcia, kategorie i tagi. Jest też nieco trudniej o pełne skupienie, bo jednak moją uwagę od pracy odciąga syn i późna pora.

19:30

Odrobina ruchu. Lato za pasem – mam nadzieję – więc trzeba popracować nieco nad formą, żeby można było wskoczyć w krótkie spodenki 😉

20:30

Już jestem w łóżku. Czas na mój wieczorny rytuał, czyli relaks z książką. Minimum 30 minut. A za chwilę czas na sen.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

2017-05-27T10:47:06+00:00 15 maja 2017|